Opony zmienia się wtedy, gdy średnia dobowa temperatura schodzi w okolice 7 stopni Celsjusza i trzyma się tam przez kilka dni, a nie wtedy, gdy wypada jakaś data w kalendarzu. Drugie kryterium to bieżnik: opona zimowa z bieżnikiem płytszym niż 4 mm przestaje zachowywać się jak zimowa, choć formalnie wolno na niej jechać aż do granicy 1,6 mm. Jeżeli poranki są już chłodne, a bieżnik cienki, termin przekładki wypada teraz.
Dlaczego decyduje temperatura, a nie kalendarz
Opona letnia i zimowa różnią się przede wszystkim mieszanką gumową. Letnia w chłodzie twardnieje i traci przyczepność, zimowa poniżej wspomnianego progu dopiero zaczyna pracować tak, jak ją zaprojektowano. Dlatego liczy się temperatura poranna i nocna, a nie ta z południowego słońca. Polskie przepisy nie wyznaczają daty ani nie nakazują ogumienia zimowego, więc kalendarz zostaje wyłącznie zwyczajem. Pierwsze przymrozki nad ranem, mgła osiadająca na asfalcie i szron na szybie mówią więcej niż pierwszy dzień listopada.
Bieżnik decyduje razem z temperaturą
Głębokość bieżnika sprawdza się w rowku, przy wskaźniku zużycia wtopionym w gumę. W oponie zimowej rozsądną granicą użyteczności jest 4 mm, bo poniżej tej wartości lamele i rowki nie odprowadzają już wody ani błota pośniegowego, a to one robią całą robotę. Granica 1,6 mm dotyczy legalności, nie skuteczności. Liczy się też wiek: guma twardnieje z każdym sezonem niezależnie od przebiegu, a data produkcji jest wybita na boku opony. Zwróć przy tym uwagę, czy bieżnik schodzi równo na całej szerokości. Jeżeli jedna krawędź znika szybciej, opona mówi o ustawieniu kół, a nowy komplet sam tego nie naprawi. Wzory zużycia rozpisaliśmy w tekście o objawach złej zbieżności.
Co zrobić przed pierwszym przymrozkiem
- bieżnik zimówek ma zapas, a temperatura dopiero spada: ustal termin z wyprzedzeniem, bo w szczycie sezonu wolne godziny znikają w kilka dni
- bieżnik jest na granicy: zaplanuj zakup nowego kompletu, zanim zrobi się ślisko, a nie po pierwszym opadzie
- opony schodzą nierówno: przed założeniem nowych zmierz ustawienie kół, inaczej świeży komplet powtórzy ten sam wzór zużycia, a pomiar i regulację robimy przy okazji przekładki (geometria kół)
Letni komplet nie musi wracać z Tobą do domu
Dwa komplety opon rozwiązują połowę problemu, bo ten, który właśnie zszedł z auta, musi gdzieś przeleżeć pół roku. Balkon, strych i wilgotna piwnica to najgorsze możliwe adresy: światło, dobowe skoki temperatury oraz sąsiedztwo paliw i rozpuszczalników odbierają gumie elastyczność szybciej niż jazda. Zostaje jeszcze transport: cztery brudne koła w bagażniku i garaż zajęty na pół roku.
Nasza przechowalnia opon zdejmuje obie te rzeczy naraz. Komplet zostaje u nas, a Ty odjeżdżasz z pustym bagażnikiem. Przed kolejną zmianą sezonu dzwonisz po termin i zastajesz swoje koła gotowe do montażu. Miejsce rezerwujemy razem z terminem przekładki, więc jedna rozmowa załatwia całą sprawę.
Jak wygląda u nas przekładka kół
Auta umawiamy na konkretne godziny, więc nie stoisz w kolejce i nie zostawiasz samochodu na cały dzień. Zaczynamy od oględzin obu kompletów. Mierzymy głębokość bieżnika w kilku punktach każdej opony, oglądamy boki pod kątem przepuklin i otarć o krawężnik, sprawdzamy wiek gumy, stan zaworów oraz czujników ciśnienia. Koła wracają na auto wyważone i dokręcone momentem przewidzianym dla danego modelu. Jeżeli po drodze zobaczymy nierówne zużycie albo luz w zawieszeniu, mówimy o tym od razu, zanim zdecydujesz o czymkolwiek więcej. Na co dzień prowadzimy niezależny serwis Volvo, a przekładka, wyważanie i przechowanie kół nie zależą od marki auta, choć przyjęcie auta innej marki ustalamy wcześniej telefonicznie. Pierwszy mróz weryfikuje nie tylko ogumienie: jeśli rozruch idzie wyraźnie ciężej albo zapala się kontrolka akumulatora, ładowanie sprawdzamy przy tej samej wizycie co przekładkę kół.